Czasy współczesne

 

 


 

 

W 1945 roku Stefan zdał egzamin czeladniczy, w 1948 – mistrzowski z lutnictwa, potem z wyrobu instrumentów dętych i akordeonów. Marian został mistrzem rok wcześniej. Na wystawie w Muzeum Wielkopolskim w Poznaniu w 1949 r. Stanisław pokazał swoje skrzypce z 1928 r. W konkursie ogłoszonym z okazji wystawy instrument Stefana zajął II miejsce, Mariana – III. Ich skrzypce (jako depozyt) i bandura ojca (jako eksponat muzeum) znalazły się w katalogu instrumentów Muzeum z 1949 r. którego autorem był Zdzisław Szulc, założyciel i kustosz późniejszego Muzeum Instrumentów Muzycznych. Szulc umieścił takżę Niewczyków w „Słowniku lutników polskich” (1953). Trzy lata później skrzypce Stanisłąwa z 1933 i 1952 roku pokazywane były na wystawie „Skrzypce polskie”. Dobra passa Niewczyków trwała. Na I Międzynarodowym Konkursie Lutniczym w Warszawie w 1956 r. Stefan zdobył wyróżnienie.

 

 

Sukcesy artystyczne nie zapewniały jednak spokojnej pracy i stabilności ekonomicznej. Władze ludowe trzykrotnie obciążały warsztat domiarami, ale Niewczykowie nie zamierzali się poddać. W 1952 r. Szulc zaproponował Stefanowi Niewczykowi by opiekował się skrzypcami muzyków startujących w Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. Henryka Wieniawskiego. Robił to przez kolejne dziesięć konkursów, bezpłatnie. Przy okazji skrzypkowie odwiedzali jego pracownię.

 

 

Charles Treger, zwycięzca konkursu w 1962 roku napisał o skrzypcach Stanisława i Stefana Niewczyków: „Ich dźwięk jest łatwy i czysty, to wielka przyjemność na nich grać”. Stanley Weiner, inny Amerykanin w 1957 r. przyznał: „Gdybym nie wiedział kto je zrobił, pomyślałbym, że to stare włoskie skrzypce”. „Mają równy, ciepłym, prawdziwie skrzypcowy ton” – to ocena Wandy Wiłkomirskiej z tego samego roku. Trudno nie powstrzymać się od porównań z ocenami, które uzyskiwały naprawy skrzypiec dokonywane przez dziadka – Franciszka: „Poświadczam, że p. Niewczyk naprawił mi skrzypce wartościowe, które (…) miały ton słaby a przy tym szorstki. Po (…) naprawie odzyskały ton ponad wszelkie oczekiwania świetny, gdyż silny dźwięczny i miękki”.

 

W 1972 roku, przy okazji kolejnego konkursu, Jerzy Waldorf na łamach „Polityki” w artykule o mocnym tytule „O prestiżu i stolcach pod damami” ośmieszył władze Poznania, pisząc o bezsensownej decyzji jednej z urzędniczek, która na miejscu pracowni Niewczyków, przy ul. Dąbrowskiego 41 wymarzyła sobie punkt pralniczy „Świt”. „Obywatelka decydująca, która zasiada na odnośnym stolcu w Poznaniu oświadczyć miała, iż nie zmieni decyzji swojej w sprawie nieszczęsnego lutnika, nawet gdyby jej udowodniono, że cała racja stoi po jego stronie, bo naraziłoby to jej prestiż” kpił w tekście Waldorf. Ostatecznie ataki Waldorfa odniosły skutek.

 

 

W 1978 r. ul. Woźna, z inicjatywy ówczesnego prezydenta miasta Andrzeja Wituskiego stała się „ulicą rzemiosł artystycznych”. Tam też otrzymali pomieszczenie na warsztat Niewczykowie i mają je do dziś. W 1954 r. Stefan i Stanisław byli obok m.in. Szulca i Wandy Wiłkomirskiej współzałożycielami Stowarzyszenia Polskich Artystów Lutników, później przemianowanego na Związek P.A.L.

 

 

W ciągu 60 lat pracy lutnika Stefan zrobił około 200 instrumentów, na których grają muzycy z całego świata, m.in. z USA i Niemiec. W warsztacie pracuje z nim syn Benedykt (ur. 1960 w Poznaniu), z wykształcenia fizyk – akustyk. Prócz praktycznego zajmowania się lutnictwem Benedykt od lat pracuje w Królewskiej Technicznej Szkole Wyższej w Sztokholmie, gdzie wraz z Erikiem V. Janssonem prowadził eksperymenty związane z akustyką skrzypiec. Efekty ich prac są wykorzystywane przy budowie skrzypiec. Ostatnio, wspólnie z Muzeum Instrumentów Muzycznych, realizują finansowany przez KBN projekt badań nad polską szkołą lutniczą od końca XVI do poł. XVII w.